Szukaj na tym blogu

sobota, 10 stycznia 2026

 

           Zamek Cashel - cz.3 - W końcu- to jest zamek czy nie?

Oczywiście, po najstarszej części nie pozostał nawet ślad, a kolejni właściciele zrobili wszystko, aby nawet pojedynczy kamień nie wskazywał miejsca, gdzie istniał antyczny dun wraz z Cais-il.
I teraz moja uwaga na marginesie – choć zaznaczam, że nie jestem żadnym ekspertem w tej dziedzinie- zauważyłem podczas swoich wędrówek i nie tylko po Irlandii, że im mocniej kościół odciskał swój ślad w jakimś miejscu, tym bardziej prawdopodobne było powiązanie takiej lokalizacji z dawnymi, pogańskimi obrzędami (1) . Taką sytuację mieliśmy w Górach Świętokrzyskich, a konkretnie na Świętym Krzyżu, który ( jak wszyscy wiemy) był słowiańskim sanktuarium. Dlatego uważam – jest to tylko teoria- że skała Cashel przed dwoma tysiącleciami miała większe znaczenie, niż wskazują na to odkrycia archeologiczne.


Dlaczego tak sądzę?
Po pierwsze – samo położenie i niezwykłość tego miejsca
Po drugie obecność kamienia Cais-il
Po trzecie –ów dziwny chrzest Aengusa nawiązujący bardzo mocno do celtyckiego mitu, w którym to bóg młodości zapowiadał odrodzenie. Rana na stopie też wygląda podejrzanie, bo zastanawia mnie, jak Patryk mógł go zranić pastorałem – wbił mu go w stopę? Natomiast w świecie przedchrześcijańskim ofiara z krwi króla miała ogromne znaczenie.
Po czwarte – legenda o diabelskim pochodzeniu skały. Pokuśmy się przez chwilę o jej interpretację: starożytna Irlandia była miejscem, gdzie rezydował diabeł 
(tożsamy z pogaństwem i czczeniem fałszywych bogów). Przedwieczne zło mieszkało w jaskini (symbol ciemnoty i zacofania), po czym zostało przegnane przez Patryka, wcześniej jednak wypluło nadgryziony fragment skały. Czemu diabeł ugryzł ową skałę? Czemu ją wypluł? Czy nie wskazuje to jednoznacznie na fakt, że wszystko to łączy się w jakiś zakręcony sposób z obrzędami, które odbywały się tylko 30 kilometrów stąd -obrzędami pogańskimi celebrującymi letnie przesilenie.
Więcej na ten temat powiedzieliby nam zapewne druidzi, ale nie dano im takiej
 szansy…


Według mnie dlatego właśnie prawie wszystko, na co patrzymy, pochodzi z XII i XIII wieku, co nie zmienia faktu, iż jest to jedna z najbardziej znaczących i niezwykłych kolekcji sztuki celtyckiej i jakże rzadki – na skalę całej Europy- przykład wczesnośredniowiecznej i średniowiecznej architektury.
Najstarszą i najwyższą budowlą kompleksu jest romańska, przysadzista wieża, wysoka na 28 metrów, zbudowana w 1100 roku. Typowe dla takich budowli jest wejście umieszczone wysoko nad ziemią (prawie 3,5 m), co miało duże znaczenie podczas obrony, ale także wynikało z bardzo płytko osadzonych fundamentów. Zbudowana metodą bezzaprawową pewnego dnia mogła runąć, więc współcześni konserwatorzy pozwolili sobie wypełnić część spoin cementem.


Kaplica Cormaca – króla Cormaca Mac Carthaigha- powstała nieco później (dokładnie prawie 30 lat) i jest ze wszech miar niezwykła. Po pierwsze tu właśnie odbywał się słynny synod, który raz na zawsze zmienił oblicze kościoła irlandzkiego, po drugie spotkać tu można detale obce architekturze Zielonej Wyspy. Wysoko sklepiony sufit z łukami, prezbiterium oraz bliźniacze wieże po obu sklepieniach nawy to wpływy germańskie. Opat z Regensburga ( Dirmicius) przysłał swoich stolarzy, aby wznieśli budowlę, jakiej nie wiedzieli jeszcze wierni. Dodano do tego arkady wewnętrzne i zewnętrzne, sklepienie kolebkowe, rzeźbiony tympanon nad wejściami, łuk nad prezbiterium i wraz z najstarszymi schodami w Irlandii mamy kaplicę, która po dziś dzień zachwyca ( także, ponieważ jako jedyna została
odnowiona). Zobaczymy tu też jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych fresków, dlatego warto tu zajrzeć, choć wstęp jest płatny.


Katedra została zbudowana sto lat później, to jednonawowa budowla na planie krzyża z centralną wieżą, zakończona masywnym zamkiem mieszkalnym. Po raz pierwszy została zniszczona i splądrowana podczas wojen Cromwella ( jak wszystkie kościoły na Zielonej Wyspie, dlatego w żadnym z nich nie zobaczymy tego, co we Włoszech, Hiszpanii czy Polsce – olśniewającego bogactwa). Kolejnego spustoszenia dokonał anglikański arcybiskup, nakazał on zdjęcie dachu, co doprowadziło budynek do ruiny. Decyzja A. Price`a była powszechnie krytykowana, zarzucano mu dewastację tego klejnotu spośród irlandzkich budynków kościelnych. Dlaczego tak postąpił – nie wiemy, jednak zniszczenia, jakie później nastąpiły, skazały bezpowrotnie Cashel na zagładę. Odnowienia doczekała się tylko sala wikariuszy zwana też chóralną, która powstała 200 lat później i była przeznaczona ( jak sama
nazwa wskazuje) dla śpiewających kanoników. Rezydowało ich na stałe ośmiu, a każdy z nich posiadał własną pieczęć – co było oznaką wysokiego statusu. Odnowiona w latach 70 XX wieku daje przedsmak tego, jak zamek i katedra mogły wyglądać w czasach swojej świetności.


Całe wzgórze, na którym wzniesiono budynki, otoczone jest murem, a wewnątrz niego znajduje się cmentarz z kilkoma wysokimi, irlandzkimi krzyżami. Najbardziej znanym z nich jest Scully`s Cross wzniesiony w 1860 roku, dla upamiętnienia rodu Scully. Został zniszczony przez piorun, a jego resztki leżą na trawie u podstawy pomnika.

Podsumowanie

Cashel of the Kings i St. Patrick`s Rock to jedno z najpopularniejszych miejsc turystycznych w Irlandii. W miasteczku leżącym u jego stóp możemy zwiedzić Bibliotekę Bolton, w której znajdują się prawdziwe białe kruki, zajrzeć do Centrum Dziedzictwa, by zobaczyć model zamku z XVII wieku oraz prezentację multimedialną opowiadającą o jego dziejach.
Proponuję też zajrzeć do kościoła katedralnego, czy zawadzić o dawny pałac arcybiskupi (obecnie hotel). Z samego wzgórza rozciąga się fantastyczny widok, także na leżące w dole ruiny opactwa świętego Dominika. Jeśli mamy czas, możemy zawadzić o Cashel Folk Village ( zrekonstruowano tam stary dom publiczny, równie stary sklep mięsny, dom mieszkalny, przyczepę podróżnika i niewielką kaplicę).
Jednak prawdziwą perłą tutaj jest częściowo zrujnowany zamek, przez który przemawia do nas prawie 1000 letnia historia – (a kto wie, czy nie starsza) Szmaragdowej Wyspy.


Położona spektakularnie, górująca ponad Złotą Doliną Rock of Cashel była świadkiem wielu wydarzeń i sama nadal stanowi zagadkę. Niektórzy twierdzą, że czuli na niej dziwną energię, inni wpisują ją w mapę ziemskich linii geomantycznych, jeszcze inni twierdzą, że jest to jeden z najpotężniejszych (ponoć wśród 3) irlandzkich meridianów.
Zlokalizowany na szczycie wapiennego wzgórza zamek budzi podziw, imponuje i sprawia, że chcemy się dowiedzieć więcej o jego historii, nawet jeśli niekoniecznie powiązana jest ona z magią, choć akurat tu łatwo można w nią uwierzyć….

O! któż tak dobija się do moich drzwi?
To ja - Ned ze Wzgórza mokry i głodny
Po długiej wędrówce wśród bagien i wrzosów
Moja miłość do ciebie jest czuła i prawdziwa.
Nic innego nie mogę zrobić, by osłonić cię
Przed wiatrem i złą pogodą.
Gdy strzały padają niczym grad.
Jedyne, co mogę ci obiecać to, że umrzemy razem
Przez las i śnieg
Zmęczony i ścigany
Idę, bojąc się zarówno przyjaciół jak i sąsiadów
Moje konie biegają dziko
Moje pola zamieniają się w ugory
Ale nie to mnie martwi, lecz samotność
Bo nie ma nikogo, kto byłby moją tarczą przed złem
Taki już mój los
Ucieczka i śmierć wśród obcych (2)


1. Na potwierdzenie mojej teorii przytoczę przykład kościoła pod wezwaniem Świętej Brygidy w Kildare. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że z boku sanktuarium znajduje się kawałek muru, to fragment starożytnej świątyni ognia. Dlatego kościół zbudowano właśnie w tym miejscu, kierując się zasadą: nie niszcz, ale wykorzystuj, czyli religijny recykling w najlepszym wydaniu.
2. Tł własne z angielskiego, bo irlandzki mnie przerósł...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz