środa, 10 marca 2021

 

   Tymczasem  uważano, że jest to wyłącznie dobra mina do złej gry. Oto ona - Liliana - dzielna kobieta, która nigdy nie pokazuje, jak bardzo cierpi (bo przecież musi cierpieć, prawda?)

- Znów sama idziesz do kina, córeczko? – ból słyszalny w głosie matki odbierał jej ochotę na dalszą rozmowę.

- A ty ciągle samotna– narzekała ciotka i po cichu namawiała kuzynkę Elżbietkę na organizowanie kolejnych randek w ciemno – Zrób to dla tej drogiej, biednej Liliany. Tak mi jej szkoda.

Kuzynka Elżbietka, marszcząc idealną linię brwi (10 minut pracy przed śniadaniem), bardzo poważnie traktowała prośby swojej matki.

   El (kazała się tak światowo nazywać) była atrakcyjna i miała adoratorów na pęczki. Wybierała na swoich partnerów jedynie jednostki szczególne, wyróżniające się pozycją, aparycją lub stanem konta. Chyba było jej wszystko jedno, kim naprawdę są, bo Lil (brzmiało modniej niż Lilka- przynajmniej tak twierdziła przechrzczona na El, Elżbieta) nie zauważyła z jej strony żadnego zaangażowania, oczywiście poza aktorsko modulowanymi:

-Tak kotku… Ależ nie kotku…

Facetom to pasowało, mieli u swojego boku dziewczynę, której wygląd świadczył o ich pozycji, do tego trenowała jogę i miała klasę. El była wzorcową kandydatką na żonę, która szybko i bez skrupułów spławiała potencjalnego narzeczonego, gdy na horyzoncie pojawiała się lepsza partia.